Tak jak zapowiadałem w jednym temacie, oto parodia "Władcy Pierścieni". Na razie część I. Piszcie swoje wrażenia .
Na razie kontynuacja opowiadania "Mistrz Zen" jest wstrzymana, ale na pewno do niego wrócę. Tymczasem zapraszam do lektury:
“Władca Browarów”
Część I
Jeden, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać.
Na korytarzu trwała wrzawa, bowiem nieczęsto Edzio roznosił paczki w tejże kamienicy. W większości przypadków były to listy, najczęściej rachunki, których niekończące się ilości doprowadzały lokatorów do furii. Edzio nie był więc tu mile widziany, ale gdy pojawiał się z paczką, ciekawość u sąsiadów brała górę nad nienawiścią. Tak się właśnie stało, że listonosz natknął się na korytarzu na Paździocha i Boczka.
- O, a cóż to pan tam wleczesz w tej paczuszce, w mordę jeża? - odezwał się pierwszy Boczek.
- Przesyłka dla pana Ferdka. Prosto z Ameryki - odpowiedział Edzio i popatrzył na sąsiadów - A co wy panowie macie takie ciekawskie oczy?
- Żeby pana lepiej widzieć - zaśmiał się Paździoch. Obaj z Boczkiem zaczęli powoli podchodzić do Edzia z wyciągniętymi rękami.
- Panowie - zaczął się niepokoić Edzio - Ale macie jakieś długie i chciwe ręce…
- Żeby pana lepiej zadusić - dopowiedział Boczek. I rzucili się na Edzia. Ściskali go, to za szyje, to za tułów. Gdy go tak dusili, Paździoch się odezwał:
- To nam uczciwym obywatelom wciskasz ciągle te rachunki i ponaglenia, a panu Ferdkowi, temu alkoholikowi podsyłasz paczki z dolarami?
- No właśnie, nam też się należy, w dupę węża! - zawtórował mu Boczek. W tym momencie ze swojego mieszkania wyszedł Ferdek, zwabiony podniesionymi głosami.
- Co tu się, kurde, dzieje? - zapytał.
- Panie Ferdku, ratuj pan, ci szaleńcy chcą mnie zadusić na śmierć - wołał o ratunek Edzio. Ferdek się tylko uśmiechnął i odpowiedział:
- No i bardzo dobrze. Już dawno się to panu należało, ośmiornico jedna.
- Ale panie Ferdku - wołał Edzio - mam dla pana przesyłkę. Z Ameryki. Pomóż pan!
- Z Ameryki? O, kurde! Pewnie wujek Władek przysyła dorary, he he he. Panowie puśćcie pana Edzia, porządnego i wzorowego obywatela.
Sąsiedzi usłuchali, ale miny mieli markotne. Ferdek odebrał paczkę i wracał do swojego mieszkania. Wtem Boczek się odezwał:
- Panie Ferdku, jak to jest, że my z panem Marianem harujemy jak dzikie świnie i gówno z tego mamy, a pan się opierdziela na fotelu i jeszcze panu dolary przysyłają. Podzieliłby się jak człowiek, w mordę jeża.
- Gówno, wszystkie dorary moje. A pan, panie Boczku wracaj pan do rzeźni - W oczach Ferdka zapanował oblęd. Trzasnął drzwiami od swojego mieszkania i skierował się do salonu, podśpiewując:
Dolary dolary dodają mi wiary
od razu chce mi się żyć,
kiedy nie mam dolarów to czuje się stary
tylko wódę pić, żonę bić, i wyć.
Ferdek usiadł na fotelu, paczkę postawił na stole i zaczął ją rozrywać, nucąc sobie “dolary, dolary”. Lecz jakie było jego zdumienie i rozczarowanie gdy poznał prawdziwą zawartość przesyłki. W paczce była puszka browaru marki “Mocny Full” i długi list od wujka Władka. Ferdek odłożył te rzeczy na bok i kontynuował przetrząsanie paczki, mówiąc do siebie:
- No, kurde, gdzie są te dorary. Powinny tu być.
W końcu zrezygnowany sięgnął do puszki i listu.
- Przynajmniej piwo przysłał, dobre i to. - Zanim jednak otworzył puszkę, jego uwagę przykuły słowa tego oto listu:
Drogi Ferdku!
Pod żadnym pozorem nie pij tego piwa, które żem ci przysłał. Ciężkie to czasy nadeszły i cięższe jest jeszcze brzemię, którym cię obdarzyłem. Ale po kolei. To piwo, które prawdopodobnie teraz trzymasz w ręce i które masz zamiar wypić, bo twoje własne już ci się skończyły, to piwo jest przeklęte. Już samo go trzymanie w ręce powoduje, iż twoje serce czernieje, a rozum twój zaczyna zasnuwać mrok. Skosztowanie choćby kropli piwa z tejże puszki spowoduje, że na zawsze i nieodwracalnie oddasz się w ręce Nieprzyjaciela i po wsze czasy służyć mu będziesz. Zastanawiasz się pewnie, mój drogi Ferdku, czemuż to na ciebie spadło to brzemię. Nie pytaj skąd te piwo mam, bo to długa historia. Wiedz, że ten przeklęty browar trzeba za wszelką cenę unicestwić i nie dopuścić by się dostał on w ręce Nieprzyjaciela, bo wtedy czeka nas zagłada. Tego browaru nie wystarczy od tak wyrzucić na śmietnik, czy rzucić w ogień, czy też zmiażdżyć go młotkiem. Żadna ze znanych ci sił nie jest wstanie zniszczyć tej puszki. Można ją unicestwić tylko rzucając ją do miejsca, w którym się zrodziła, a jest nim Orodruina sp. z o.o - jedna z wytwórni browarów marki “Mocny Full”, która leży małej miejscowości w Polsce o nazwie Mordor. Wiesz już więc, dlaczego sam tego zadania się nie mogę podjąć. Gdy raz w Ameryce osiądziesz, tak łatwo z niego niej nie wyleziesz. Uznałem iż jesteś osobą odpowiednio silną, by móc dźwignąć ciężar tego brzemienia. Znajdź sobie godnych tej wyprawy towarzyszy, a żeby pomogli ci znieść ten trud w choćby małym stopniu. Ale uważaj! Siły Nieprzyjaciela są nieprzeniknione, nigdy nie wiesz gdzie się czai zdrada. Czuwaj!
Twój na zawsze,
Kochający Władek
Ferdek był wstrząśnięty tym listem i nie wiedział jak na niego zareagować. W końcu uznał, że wujek Władek do reszty postradał zmysły. Ignorując ostrzeżenia wypisane w liście, Ferdek postanowił skosztować przysłane piwo. Już miał ciągnąć za zawleczkę, gdy nagle dostał silnego ataku głowy i doznał uczucia, jakby z tej puszki ktoś na niego złowrogo spoglądał i domagał się zwrócenia swojej własności. Ferdek odstawił puszkę na stół całą swoją siłą woli i jeszcze zdążył powiedzieć “O, jejciu”, zanim zemdlał.
Ostatnio zmieniony przez bonaparte_91 2011-08-14, 17:14, w całości zmieniany 1 raz
No porządnie, nawet pasuje stylizacja na władce pierścieni. No to zobaczymy, kto będzie "drużyną piwną", a kto będzie grał rolę złych, bo jednak w ŚWK jest zdecydowanie za mało postaci.
Po jakimś czasie Ferdek się w końcu ocknął. Zauważył, że był nieprzytomny ponad dwie godziny. Ponowny widok przeklętej puszki sprawiał wrażenie jakby patrzył na jakiegoś obrzydliwego, oślizłego gada. Ferdek postanowił się z nim uporać. Wziął puszkę i wyszedł na podwórko. Upewnił się, że nikt go nie obserwuje i wyrzucił całe nietknięte piwo do śmietnika. Z jednej strony był zadowolony, że pozbył się tego przeklętego przedmiotu, z drugiej zaś żałował swego czynu, bo chętnie by się teraz piwa napił. Ale Ferdek przypomniał sobie, że ostatnio Halinka dała mu 10 złotych i pocieszony tym faktem podreptał do sklepu monopolowego. Wkrótce wyszedł z niego, niosąc siatkę wypełnioną browarami. Nagle usłyszał dziwne głosy dochodzące z podwórkowego śmietnika. Powoli podszedł a jego oczom ukazała się zgarbiona postać Boryska odwróconego do niego plecami. Borysek trzymał ręce przy swoim kroczu i wciąż powtarzał do siebie:
- Mój skarb, mój skarb - głos jego budził w uszach niepokój. Ferdek obserwując tę przedziwną sytuację, pomyślał sobie: “A to erosoman jeden”. Stwierdził, że powinien zainterweniować w imię dobra wszystkich lokatorów tej kamienicy.
- Panie Borysku, co pan tam świntuszysz przy tym śmietniku - zakrzyknął. Borysek się odwrócił kompletnie zaskoczony i przyłapany. W rękach trzymał piwo, te niedawno wyrzucone przez Ferdka. Borysek gładził puszkę cierpliwie i rzekł do siebie:
- Ktoś nas obserwuje, mój skarbie. Chcą nasz skarb. Podłe złodziejaszki. Nie oddamy im skarbu.
Ferdek dopiero teraz zdał sobie sprawę, że to jest to piwo od wujka Władka. Tknięty jakąś nieznaną siłą, w dwóch susach dopadł Boryska i odebrał mu puszkę.
- Panie Borysku, to jest moje piwo. Tylko żem przypadkiem je tutaj zostawił.
- Oddawaj nasz skarb, złodzieju - krzyknął Borysek i rzucił się do gardła Ferdkowi. Ale Ferdek był dużo roślejszy i silniejszy, bez problemu odepchnął Boryska.
- Panie, zostaw mnie pan, kurde.
Martwiąc się o bezpieczeństwo piwa, Ferdek szybko poszedł na klatkę schodową.
Na korytarzu spotkał Mariana Paździocha, który przed chwilą wyszedł z toalety. Widząc zestresowaną twarz Ferdka, zapytał:
- A coś pan taki zdyszany, sąsiedzie? Coś pan znowu nabroił?
- Nie pański interes, panie Paździoch. Przepraszam bardzo, ale się śpieszę - odpowiedział Ferdek. Paździoch spostrzegł trzymaną przez Ferdka puszkę, która wywarła na nim nieodparte wrażenie.
- Hola, hola.
- Czego znowu?
- Ta puszka, którą pan trzymasz, wydaje mi się dziwnie znajoma. Pokaż pan ją bliżej.
- Panie, odpierdziel się pan. To jest mój skarb - Ferdek nagle zdał sobie sprawę, że przeklęte piwo zaatakowało go swoim urokiem, tak jak Boryska. Natychmiast się więc poprawił - Znaczy się moje piwo.
Paździoch wciąż się przyglądał puszce, gdy nagle go olśniło:
- Czyżby? Czyżby? Czy to możliwe? Niech mnie kule biją, jeśli to nie Browar Władzy wyprodukowany w Orodruinie.
Ferdek zdziwiony wiedzą Paździocha przystanął w drodze do swojego mieszkania i zapytał:
- Panie, skąd pan to, kurde, wszystko wiesz?
- Tak się składa, że jako wieloletni i wzorowy ministrant zostałem dopuszczony do przejrzenia manuskryptów arcybiskupa Natanka, w których to jest mowa o tej puszce. Ale panie Ferdku, skąd pan to masz? - zakrzyknął Paździoch. Ferdek doszedł do wniosku, że warto się zwierzyć Paździochowi, bo sam na ten czas nie wiedział co z tym wszystkim czynić i szukał oparcia.
- Tę puszkę przysłał mi wujek Władek z Ameryki.
- Browar Władzy w Ameryce? Niesłychane! Ciekaw jestem jak pański wujek się na niego natknął.
- Panie Paździoch, to jest teraz najmniej ważne. Te piwo jest przeklęte. Borysek zdążył się do niego dorwać i totalnie zbzikował. Coś trzeba z tym, kurde, zrobić.
- Ma pan rację, panie Ferdku. Ale nie powinniśmy rozmawiać o tym tutaj, ktoś może podsłuchiwać. Trzeba zwołać naradę.
- Jaką naradę? - zdziwił się Ferdek
- No, trzeba obmyślić plan działania. Ta puszka rzeczywiście jest niebezpieczna i może stać się zagrożeniem dla całego gatunku ludzkiego, jeśli trafi w niepowołane ręce. Spotkajmy się u pana jutro po obiedzie. Wtajemniczę Boczka.
- Panie, lepiej pan przynieś dużo alkoholu, bo to nie jest sprawa na sucho.
I w tym momencie sąsiedzi się rozstali, pełni dwuznacznych myśli, wątpliwości i trwogi.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach