Dawno mnie tu nie było, postanowiłem coś nowego skrobnąć. Tym razem przyjrzymy się duchowej sylwetce Ferdka. Zapraszam do czytania części 1
Opowiadanie “Mistrz Zen”
Część I
Z sieni domu Kiepskich zdało się słyszeć dźwięk pukania do drzwi. Ferdek siedzący w tym czasie na swoim ulubionym fotelu do reszty był pochłonięty piciem piwa i tylko na moment odstawił puszkę aby zaczerpnąć oddech po niewiarygodnie długim łyku.
- Otwarte - krzyknął. W salonie pojawił się Paździoch. Nic nie powiedział, tylko przyglądał się z wielkim zainteresowaniem spożywaniu piwa przez Ferdka. Po dłuższej chwili Ferdek skończył piwo, odstawił je na stół i dopiero teraz zorientował się, że ma gościa. Obrócił się w fotelu do Paździocha i od razu jego wcześniej radosna mina wywołana efektem złocistego trunku zmieniła się na gniewną i podejrzliwą.
- Czego? - rzucił Ferdek.
- Witam, sąsiedzie. Właśnie obserwowałem z jaką niespożytą pasją pijesz pan swoje piwo. Cóż za żarliwa energia wtedy panem powodowała. Jednocześnie towarzyszył panu wtedy anielski spokój. - mówił wzniośle Paździoch, gestykulując energicznie przy tym.
- A zasadził panu ktoś kiedyś coś w coś? - zapytał gniewnie Ferdek.
- Ale spokojnie, panie Ferdku. Po co te nerwy?
- O co więc się panu kurde rozchodzi, co?
- Chodzi mi o piwo… - nie dokończył Paździoch, gdyż Ferdek szybko wtrącił:
- Ja panu piwa nie dam, bo sam mało mam. Zapomnij pan. Idź pan pod śmietnik zbierać stare puszki, może jeszcze jakaś kropla je drąży, he he he. Tylko nie sikaj pan do piaskownicy. - Ferdek wziął do ręki drugie piwo. Rozległo się charakterystyczne pstryknięcie i z puszki poleciała piana. - A w ogóle to mnie proszę opuścić, bo zajęty żem jest.
Paździoch się nie poddawał i kontynuował:
- Panie Ferdku, pan mnie w ogóle nie zrozumiał. Nie chodzi mi o pana piwa, chciałem z panem poważnie porozmawiać na pewien temat, który poniekąd łączy się z piwem.
- Na poważnie chce pan rozmawiać? - rozchmurzył się trochę Ferdek - A pan wie, że bez odpowiedniego materiału dyskusyjnego nie ma poważnej rozmowy?
- Zdaję sobie z tego doskonale sprawę, panie Ferdku - odpowiedział Paździoch - I odpowiednio się przygotowałem: oto materiał dyskusyjny - To mówiąc, wyjął ze swych spodni pół litra wódki. Na twarzy Ferdka zagościł szczery uśmiech.
- W takim razie zapraszam do kuchni… Znaczy się sali konferencyjnej, he he he.
Nad stołem kuchennym w domu Kiepskich unosił się dym. Przez smród tytniowy przebijał się jedynie zapach spirytusu, pochodzący z otwartej butelki wódki.
- A przed nią bieży baranek… - zaśpiewał Ferdek i podniósł kieliszek.
- A nad nią latał motylek. - zawtórował mu Paździoch. Wypili po kieliszku. Na twarzach pijących dało się zauważyć skrzywienie.
- Dobra wódka - rzekł Ferdek.
- W rzeczy samej, sąsiedzie, wyborna. Ale nie na śpiewy i tańce tu przyszedłem. Jak wcześniej mówiłem mam do Pana sprawą, którą teraz chciałbym poruszyć.
- Zamieniam się w słuch - odpowiedział Ferdek i uzupełnił puste kieliszki.
- Czy przypomina pan sobie dzisiejszy poranek, godzinę ósmą trzydzieści? - zapytał Paździoch. Ferdek początkowo się zdziwił, w końcu odpowiedział:
- No, poranek jak poranek. Ósma trzydzieści, to ja żem do kibla szedł.
- No właśnie!
- Co, właśnie?
- Być może pan mnie nie widział, ale wyglądałem zza uchylonych drzwi od mojego mieszkania i obserwowałem pana, jak pan szedłeś do toalety.
- Co pan, jakiś zboczeniec pan jesteś, żeby ludzi podglądać? - oburzył się Ferdek.
- Źle mnie pan zrozumiałeś, panie Ferdku. Właściwie rzecz ujmując, to podziwiałem jak pan wtedy dziarsko maszerował, mężnie niczym na wojnę. Pańska piżama lśniła niczym złota zbroja, papier toaletowy, któryś pan miał w ręce wyglądał jak królewskie berło, a pańskie laczki wieńczyły pana jako człowieka duchownego i dostojnego zarazem.
- Panie Paździoch… - zaczął Ferdek.
- Tak? - zapytał Paździoch z niegasnącą radością w oczach.
- Pan jesteś nienormalny i ja natychmiast zdzwonię na pogotowię.
Ferdek wychodził z kuchni, gdy nagle Paździoch złapał go za nogę, klęcząc przy tym.
- Panie Ferdku!
- Puść mnie pan, kurde.
- Panie Ferdku! Ja pana błagam! Niech pan nie dzwoni! Jest pan moją ostatnią nadzieją. Usiądźmy spokojnie i pogadajmy. Wszystko panu wyjaśnię.
Ferdek się zgodził i razem z Paździochem ponownie zasiedli do kuchennego stołu. Rozmowę zaczął Paździoch:
- Wiem, że moja relacja z pańskiej porannej wizyty na korytarzu mogła się wydać panu co najmniej dziwna, ale zaręczam panu, że jestem w zupełności normalny i zaraz rozwieje pana wątpliwości w sprawie mojej poczytalności. Otóż obserwowałem pana już od dłuższego czasu i dzisiaj dopiero mogę to potwierdzić, że jest pan osobą wielce uduchowioną.
- Panie Paździoch, ja żem jest z dziada pradziada urodzonym katolikiem, rzymskokatolickim zresztą. A pan to żeś już dawno zaprzedał duszę diabłu, ale nadal nie rozumiem o co się panu, kurde, rozchodzi.
- Nie to miałem na myśli, sąsiedzie. Chodzi mi o sposób, w jaki podchodzisz pan do codziennych spraw. Wszystko co pan robisz, czy ogląda pan telewizję, czy je pan obiad, czy za przeproszeniem się pan wypróżnia, wszystkim tym czynnościom towarzyszy panu pozytywna aura z domieszką stoicyzmu. Spożywanie alkoholu na ten przykład opanowałeś pan do perfekcji, czyniąc z tego swoisty rytuał oczyszczający pańską duszę. Co pan powiesz na to?
- No wie, pan - zawstydził się Ferdek - Ja po prostu lubię się napić i nie ma w tym żadnej tajemnicy.
- Doskonale to wiem, panie Ferdku - odpowiedział Paździoch - Ale zdaje mi się, że osiągnąłeś pan to, na co pracują dziesiątkami lat tybetańscy mnisi. Powiem panu krótko: chcę by pan został moim mentorem i przewodnikiem duchowym.
- Panie Paździoch - Ferdek wywęszył sposób na zarobienie pieniędzy - To nie są tanie rzeczy. Taka wiedza to jest ściśle strzeżona w świątyniach Szalo Nynu.
- Jestem gotów zapłacić każdą cenę - odrzekł Paździoch.
Hmmm zapowiada się interesująco, choć pot tytule spodziewałem się czegos w stylu mistrza Pai Meia( pamiętnego nauczyciela z Kill Billa). Ale czekam na dalsze częsci. Początek typowy dla ŚWK.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach