Wiek: 15 Dołączył: 26 Mar 2009 Posty: 771 Skąd: Wlkp.
Wysłany: 2012-01-05, 17:05 Opowiadanie "Kluczyk"
Opowiadanie na podstawie pomysłu: @Arnold Boczek z tematu "Pomysł na nowe odcinki".
"Kluczyk"
Część 1.
Kolejna ciemna, zimna, styczniowa noc we Wrocławiu. Wydawałoby się, że wszyscy mieszkańcy kamienicy słodko śpią. Nagle rozlega się pukanie do drzwi Kiepskich. Ferdek budzi się i zaspany zbliża się do drzwi.
- Idę! Idę! - wykrzyczał Ferdek i otworzył drzwi. W drzwiach stanął roztrzęsiony Boczek.
- Dobry wieczór Panie Ferdku - powiedział drżącym głosem Boczek.
- Jaki wieczór? Panie! Środek nocy jest, a Pan mnie się do chałupy dobijasz! Czego Pan chcesz? - powiedział lekko zirytowany nocnymi odwiedzinami sąsiada z góry Ferdek.
- Panie Ferdku. Tragedia się stała, w mordę jeża - odpowiedział zrozpaczony Boczek.
- Co się stało Panie Boczku? Kiełbasa się Panu skończyła? - powiedział lekko drwiąc z sąsiada Ferdek.
- Panie! A du*a tam kiełbasa! Kluczyka żem zgubił od mieszkania.
- A co mnie to gó*no obchodzi Panie Boczek?
- No bo ja właśnie do Pana w tej sprawie. Chciałbym prosić Pana o nocleg. Tylko na jakiś czas..., póki klucz się nie znajdzie.
- Pana to chyba popierdzieliło do reszty. Sześć osób w mieszkaniu ledwo się mieści, to gdzie my jeszcze takiego kogoś, jak Pan upchniemy?! - powiedział rozkładając ręce Ferdek.
- No, ale Panie Ferdku. Tylko tą jedną noc - powiedział błagalnym głosem Boczek.
- A co tu hotel jest?! Wypierdzielaj Pan pierdzieć w kartona pod mosta Zwierzynieckiego! - krzyknął na pulchnego sąsiada Kiepski.
- Pan żeś jest świnia! Świnia bez serca i do tego d*pa z wąsami! - zawrzeszczał Boczek, tak jakby chciał zbudzić ze snu całą kamienicę.
- Panie. Nie drzyj Pan mordy, bo Pan całe piętro pobudzisz. - powiedział cichym, ale stanowczym głosem Ferdek.
Nagle drzwi prowadzące do sypialni otworzyły się. Z sypialni, z gniewnym wyrazem twarzy wyszła zaspana Halinka.
- Co tu się do jasnej cholery dzieje? - zapytała Halinka. - Pięć po trzeciej jest. Co się stało Panie Boczku?
- Pani Halinko. Kluczyka żem se do mieszkania zgubił, to przyszedłem do Państwa, bo Państwo to zawsze tacy mili byli, to se myślałem, że Państwo przygarną swojego sąsiada na noc, ale...
- Ale co Panie Boczek? - przerwała mu Halinka.
- ...ale Pan Ferdek to najwyraźniej mnie tu nie chce. On mnie powiedział, że mam wypierdzielać pod mosta, a przecież środek zimy jest - dokończył płaczliwym głosem Boczek.
- Ferdek! Czy to co mówi Pan Boczek to prawda?! - zapytała krzykliwym głosem Halinka.
- Nooo... w zasadzie to... - zaczął wykręcać się Ferdek.
- Wiesz co? Ty nie masz już serca! Przecież, jak my znaleźlibyśmy się w takiej sytuacji, to Pan Boczek na pewno by nam pomógł. Prawda Panie Boczek?
- No, jak nie, jak tak Pani Halinko - odparł z uśmiechem Boczek.
- Taaak, na pewno - burknął pod nosem Ferdek.
- Coś mówiłeś Jełopie? - spytała Halinka - To zapraszamy Pana Panie Boczek. Ferdek! Rozłóż łóżko polowe w kuchni Panu Boczkowi - rozkazała Halina.
Położywszy się na łóżku Boczek, szybko zasnął. W nocy dręczyły go wszelakie koszmary. Wyobrażał sobie co może się teraz dziać w jego mieszkaniu. A to przez myśl przechodzili mu włamywacze, a to kosmici. W czasie jednego z koszmarów Boczek tak bardzo przestraszył się realistycznością snu, że wyskoczył w powietrze, niczym rakieta. Jak wiadomo każde ciało, wyrzucone w górę musi kiedyś upaść.
Boczek wylądował z powrotem w łóżku, a że Boczek nie jest wagi motyla, to łóżko nie wytrzymało i rozpadło się. Huk upadającego Boczka był tak głośny, że zbudził Ferdka ze snu. Ferdek szybko przybiegł do kuchni.
- Wypierdzielaj mnie Pan stąd! Wypierdzielaj grubasie jeden! Wypierdzielaj! - wrzeszczał na sąsiada Ferdek.
- Ale Panie Ferdku. To tak samo ze siebie się zrobiło - zaczął bronić się Boczek.
- Panie! - krzyknął Ferdek. - Łóżko eleganckie, polowe żeś mnie Pan rozdupcył! Won mnie stąd! - wykrzykiwał nie wierząc Boczkowi, Ferdek.
Boczek został odprowadzony przez Ferdka na korytarz.
- Paszoł won! Na korytarz spać! - krzyknął na zakończenie Ferdek.
Boczek postanowił rozgościć się na korytarzu, pod kiblem. Nagle ranem ze swojego mieszkania wychodzi Paździoch.
- Panie! Co Pan tu robisz Panie Boczek?! - krzyknął budząc leżącego pod kiblem Boczka.
- Panie. Jak co? Se śpię nie widać? Przeszkadzam Panu?!
- Oczywiście! - krzyknął Paździoch.
- A bo co?
- Jajco! Blokujesz Pan sąsiedzki trakt komunikacyjny! Przejść się nie da!
- Nie przesadzaj Pan. Jeszcze sporo miejsca zostało.
- Może i przejść się da, ale do toalety się nie dostanę, bo Pan zastawiasz drzwi od kibla!
- Ale Panie sąsiedzie. Trzeba tylko powiedzieć - powiedział łagodnie Boczek - Już robię Panu miejsce - powiedział, odsuwając się Boczek.
- Pan chyba nie myślisz, że ja Panu tu pozwolę spać?
- Ale Panie sąsiedzie. Ja tu tylko na parę dni, do czasu aż kluczyk się nie znajdzie.
- Jaki kluczyk? - zapytał ze zdziwieniem Paździoch.
- Od mojego mieszkania. Zgubił mi się, no i teraz muszę gdzieś spać... tymczasowo oczywiście.
- A gó*no mnie to obchodzi! Masz Pan się stąd wynieść!
- Ale gdzie? - powiedział pytająco, rozpaczliwym głosem Boczek.
- Do du*y na raki! Idź Pan gdzie Pan chcesz. Byle byś Pan nie blokował naszego sąsiedzkiego korytarza - to powiedziawszy, Paździoch wszedł do toalety.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Dawid Kiepski 2012-01-05, 17:10, w całości zmieniany 2 razy
Wiek: 15 Dołączył: 26 Mar 2009 Posty: 771 Skąd: Wlkp.
Wysłany: 2012-01-05, 21:40
"Kluczyk"
Część 2.
Boczek uległ sąsiadowi i poszedł spać na klatkę schodową. Postanowił zwołać naradę w piwnicy dotyczącą jego sytuacji. Ku jego zdziwieniu nikt z sąsiadów się nie zjawił.
-O nie! Tak być nie będzie! W mordę jeża! - krzyknął oburzony Boczek wybiegając z piwnicy.
Wbiegł na piętro Kiepskich i zaczął wylewać swoje żale.
-Świnie jedne!- rozpoczął Boczek - Wszyscy jesteście mendami! Macie kamienie zamiast serca! - kontynuował.
-No i czego Pan drzesz ryja? - zapytała z oburzeniem Paździochowa wybiegając ze swojego mieszkania.
-Pani Heleno, a bo kluczyka żem zgubił i teraz nie mam gdzie nocować, a Pan Ferdek ze Pani mężem mnie przeganiają z kąta w kąt..., jak jakieś bydło! - krzyczał Boczek.
-A gó*no mnie obchodzi Pana zasrany kluczyk!
-Ale Pani Heleno. Gdzie ja mam teraz iść?
-A idź Pan gdzie Pan chcesz! Najlepiej to Pan idź pierdzieć w karton!
Coraz bardziej zdenerwowany i poirytowany Boczek postanowił jeszcze raz poszukać klucza, tym razem z pomocą Ferdka, z którym postanowił się pogodzić. Boczek zapukał do drzwi Kiepskich.
-Dzień dobry Panie Ferdku.
-Panie! Co Pan robisz ze swoim krzywym laczkiem we progach mojego domu!? - zapytał rozzłoszczony Ferdek.
Boczek pokazał Ferdkowi butelkę wódki.
-A co? Pan myślisz, że mnie Pan alkoholem udobruchasz?
Boczek wyciągnął drugą butelkę uwielbianego przez Ferdka napoju.
Ferdek po chwili zastanowienia powiedział: -Nooo...wie Pan. W zasadzie to nie powinienem się na to zgodzić, ale... zapraszam, zapraszam do salonu.
Ferdek i Boczek wyjaśniają sobie pewne sprawy.
-No to właściwie o co się Panu rozchodzi Panie Boczek? - zapytał lekko podpity Ferdek.
-Ja chciałem se Pana prosić o pomoc w szukaniu tego kluczyka. Wie Pan. Byłem u takiego jednego detektywa. No, ale on to powiedział, że to nie są tanie rzeczy.
-Ile?
-500 złotych chciał dziad ode mnie wyciągnąć! - krzyknął Boczek - Co on se myśli, że ja se dolarami sr*m?... A tak właściwie to ile Pan byś ode mnie wziął za to? - zapytał Boczek.
-No wiesz Pan. To nie są tanie rzeczy.
-Ile? - zapytał zaciekawiony Boczek.
-No...to ze trzy zgrzewki piwa to to by musiały być - odrzekł po zastanowieniu Ferdek.
-To masz Pan tyle? - zapytał Ferdek.
-Tera to ja grosza przy du*ie nie mam, bo portfela w domu mam, a wszystko co przy sobie miałem to na wódkię dla Pana wydałem!
-No to o czym my rozmawiamy? Do widzenia. - zaczął już żegnać sąsiada Ferdek.
-Panie! Czekej Pan! - zareagował szybko Boczek - Jak Pan już znajdziesz tego kluczyka i się dostaniesz do tego mojego mieszkania, to ja to wszystko Panu zapłacę - obiecał Boczek.
Sąsiedzi przystąpili do poszukiwań. Szukali wszędzie. Pod wycieraczkami, a nawet pod klapą od sedesu. W końcu po przeszukaniu piętra Boczka Ferdek stwierdza:
-No nie ma kurde! Zapadł się pod ziemię czy co?
-No, ale przecież musi gdzieś być! ... W du*ę węża! - zdenerwował się Boczek.
-Panie! No nic! Kluczyka, jak nie było, tak nie ma. To może chociaż spróbujemy otworzyć Panu te drzwi.
-Panie Ferdku. To może by je tak dynamitem wydupcyć? - zaproponował Boczek.
-Panieee. Panie! Co Pan chcesz, żeby się strop zawalił? Przecie to są delikatne sprawy. To trzeba sposobem. Masz Pan jakiegoś drucika? - zapytał Ferdek.
- Czekaj Pan. Za chwilę poszukam.
Boczek sięgnął do kieszeni, zaczął szukać ręką czegoś metalowego, co pomogłoby otworzyć zamknięte drzwi. Boczek maca, maca i w końcu wyciąga...klucz od swojego mieszkania.
Wiem, że mogło być trochę dłuższe, ale trudno mi było dodać jeszcze jakieś sceny do tego pomysłu. Następne opowiadania spróbuję zrobić dłuższe.
Podoba się? Coś poprawić? Pisać kolejne opowiadania?
_________________
Ostatnio zmieniony przez Dawid Kiepski 2012-01-05, 21:44, w całości zmieniany 2 razy
Teksty, ktore przypisujesz Boczkowi sa za malo z nim zwiazane, nie wyobrazam sobie w jego ustach pewnych slow. Ferdek za lagodny dla niego. Opowiadanie bardzo ciekawe i przyjemnie sie czyta. Musisz tylko bardziej wczuc sie w kazda postac i bedzie swietnie.
Wiek: 15 Dołączył: 26 Mar 2009 Posty: 771 Skąd: Wlkp.
Wysłany: 2012-01-08, 13:15
Dzięki za wskazówki Niedługo spróbuję wymyślić jakąś autorską historyjkę i wtedy dopracuję ją do ostatnich linijek tekstu
Kazik151 [Usunięty]
Wysłany: 2012-01-08, 14:01
Jak dla mnie to temat przewodni opowiadania jest za mało ciekawy i w ogóle nie wciągający. Boczek zgubił klucz coś tam, coś tam bla bla bla... Brakuje mi tu jakiś zaskakujących zwrotów akcji, jakiegoś powera. Ogólnie to całkiem nieżle ale na drugi raz wybierz sobie jakiś ciekawszy temat opowiadania.
PontifexMaximus napisał/a:
Teksty, ktore przypisujesz Boczkowi sa za malo z nim zwiazane, nie wyobrazam sobie w jego ustach pewnych slow. Ferdek za lagodny dla niego
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach