Zamieszczam fragment opowiadania, które napisałem dwa lata temu. Jest to fragment, bo jakoś nie było nigdy okazji go dokończyć. Powiedzcie co o nim sądzicie, to może mnie zachęci do kontynuacji nad nim.
“Głód alkoholowy”
Trzecia w nocy. Ferdek wyraźnie nie mógł zasnąć. Kręcił się, mlaskał i stękał. Obok niego w łóżku spała jego żona, Halina. Ferdek, nie mogąc już dłużej wytrzymać, w końcu się odezwał:
- Halinka, śpisz? - zapytał retorycznie.
- Śpię, bo co? - odpowiedziała.
- Bo ja coś nie mogę, dręczy mnie jedna sprawa.
- Jaka?
- Bo ja bym się wódki napił. Możesz mnie teraz dać dziesięć złotych, to ja bym se szybko skiknął na dół do Stasia po małpkę?
Halina oburzona, wykrzyknęła:
- Won mnie stąd na kanapę!
Ferdek z miną przegranego wziął koc i udał się do salonu. Próbował zasnąć, lecz bez skutku. Dręczył go brak alkoholu, musiał się koniecznie napić. Ponownie nie wytrzymał i udał się do sypialni. Halinka już zdążyła zasnąć. Ferdek korzystając z okazji podszedł do jej stolika nocnego, na którym leżał portfel. Długo stał i się w niego wpatrywał. Cały czas się wahał, lecz głód alkoholowy w końcu przeważył. Kompletnie bez dyskrecji wziął szybkim ruchem portfel, wydzierając się:
- A d*&a tam! Dawaj mnie to!
Halina natychmiast się obudziła. Błyskawicznie przechwyciła portfel i wydarła się:
- O, nie! Tak dalej nie będzie! Jutro składam pozew o rozwód i spotykamy się u adwokata!
Ferdek odpowiedział stanowczym głosem:
- Halina, mnie to gówno obchodzi. Proszę mnie dać pieniądze na alkohol.
- Won stąd, powiedziałam, ale już!
Ferdek doszedł do wniosku, że na tym polu już niewiele zdziała. Wyszedł milczący i udał się w piżamie do Mariana Paździocha. Zaczął walić w jego drzwi.
- Otwieraj pan! Natychmiast! Słyszałeś pan?! Otwieraj, mówię! - Po chwili drzwi się otworzyły i wyszedł z nich Paździoch.
- Czego pan się drze po nocy? Cisza nocna jest! Zaraz zadzwonię na milicję.
- Panie Marianie, nagły wypadek. Niech mi pan pożyczy dwadzieścia złotych na wódkę.
- Ha ha! Suszy pana po nocy, co? Ja wiedziałem, ze z pana jest pijak i alkoholik, ale żeby do tego stopnia?
- Gówno to pana obchodzi. Pożycza pan czy nie?
- Przykro mi, ale nie wspieram degeneracyjnego środowiska ludzi takich jak pan.
W tym momencie otworzyły się drzwi od klatki schodowej i na korytarz wszedł Arnold Boczek.
- A co panowie se tu robicie po nocy, w mordę jeża? - zapytał Boczek z radosnym uśmiechem na twarzy. Ferdek już całkowicie poirytowany brakiem szans na zdobycie alkoholu odpowiedział:
- Dawaj pieniądze na wódkę, ty pornograficzny grubasie!
- A co pan tak kąsasz, jak wąż jaki jadowity - zapytał Boczek ze zdziwieniem i lekkim oburzeniem.
- Pan Ferdek jest na głodzie alkoholowym - wtrącił Paździoch ze śmiechem.
- He he he, panie Ferdku suszy pana i ssie w brzuszku co? - uśmiechnął się Boczek - Ale takiego wała… Ja panu nic nie dam, bo pan się brzydko do mnie odnosi i ja zara lecę do Stasia, kupię se wódkę i sam se będę pił, w mordę jeża.
- No i proszę z kim mi przyszło żyć w jednej kamienicy. Sąsiedzi z piekła rodem, chlebem powszednim się z drugim człowiekiem nie podzielą. Pasożytnicze, egoistyczne świnie. - Ferdek zwrócił się do Boczka:
- I grube - a potem do Paździocha - I łyse. Żegnam panów - Wyszedł przez drzwi od klatki schodowej i udał się w nieznane nikomu miejsce. Sąsiedzi przez chwile milczeli, po czym Paździoch w końcu przemówił:
- Widziałeś pan jak na stare lata temu alkoholikowi totalnie odbiło. Teraz pan widzi, co wódka robi z człowiekiem. Ja już dawno zaprzestałem pić i to samo radzę zrobić panu, póki alkohol nie wyniszczył panu ostatnich komórek nerwowych. - Na to odpowiedział Boczek:
- Srata, tata. Ja widziałem pana wczoraj, jak pan na podwórku się z flaszką zataczał i se pan tak robił, o tak: Blee, blee - zasymulował Boczek rzyganie. Na twarzy Paździocha wyraźnie widać było zaskoczenie, miał wyraz, jakby ktoś go właśnie przyłapał na jakieś wstydliwej i poniżającej czynności.
- Miałem wtedy ciężki dzień i nie wracajmy do tego. Poza tym pan tu nie mieszka i w dodatku jest czwarta w nocy, więc proszę opuścić ten korytarz.
- W dupę węża, ja pierdzielę se te wasze pijackie grono i ja se lecę na dół do Stasia i się kulturalnie napiję wódki, a nie tak jak pan, o tak: Blee, blee.
Ostatnio zmieniony przez bonaparte_91 2011-07-04, 12:57, w całości zmieniany 1 raz
Bardzo fajne opowiadanie. Ciekawe dialogi. Fajnie by było jakbyś kontynuował je bo zapowiada się bardzo śmieszny tekst. Szczególnie podoba mi się wytknięcie Paździochowi tego zataczania się po podwórku z alkoholem. Ja bym coś jeszcze dodała w tym miejscu jak Ferdek wyszedł na klatkę schodową Paździoch albo Boczek mogliby mu rzucić jakimś tekstem zamiast milczeć. Ale tak też jest super.
_________________ "to nie jest śmieszne to jest tragiczne"
"Helena nie popisuj się..."
Hahahahahhahahaha sorry, za wybuch śmiechu, ale nie mogłem się powstrzymać. Daję 10/10 za pierwszą część. Ferdek się nieźle stoczył. Czekam co będzie "po reklamach".
Dziękuje wszystkim za pozytywny odzew. Przysiadłem i napisałem drugą część. Na dniach wstawie trzecią, która będzie wieńczyć to opowiadanie.
Część 2
Następnego dnia Halinka po powrocie z pracy wzięła się za sprzątanie domu. Ferdka w domu nie było, co ją specjalnie nie dziwiło. Wiedziała, że Ferdek wiedziony głodem alkoholowym tak łatwo nie zrezygnuje, póki nie zaspokoi swojej potrzeby. Pracę odkurzacza zagłuszyło nagłe wtargnięcie Paździocha i jego żony.
- Pani Halinko, pani mąż jest w telewizji! - przekrzyknęła odkurzacz Helena.
Halina natychmiast wyłączyła odkurzacz i razem z Paździochami zasiadła przed telewizorem.
- No co ten mój jełop znów nawywijał - powiedziała ze zmartwieniem w głosie. W telewizji zaczęły się wiadomości:
- Witam państwa, nazywam się Zbigniew Fifka i zapraszam na program Fakty Autentyczne - odezwał się redaktor - Zaczynamy od wstrząsających wiadomości. Wczoraj późną nocą we Wrocławiu przy ulicy Ćwiartki trzy przez cztery miał miejsce napad na sklep monopolowy. Ze sklepu nic nie wyniesiono, ale zostało opróżnione, jak szacuje sprzedawca, około sto butelek wódki. Sprawca do tej pory nie został złapany, znamy jednak jego tożsamość. Jest nim niejaki Ferdynand K. z Wrocławia, który mieszka w tym samym osiedlu, na którym obrabowano sklep - w tym momencie na ekranie telewizora pokazuje się zdjęcie Ferdka z browarem w ręku.
- To jest skandal! - wtrącił Paździoch - ten alkoholik kompromituje naszą kamienicę i osiedle! I pani Halinko, pani też w to jest zamieszana!
- Panie Paździoch, niech pan nie przesadza, ja z tym nie mam nic wspólnego - odpowiedziała Halinka. Tymczasem redaktor kontynuował:
- Na miejscu zdarzenia jest z nami Anna Cipior. Anno powiedz nam jaka jest teraz sytuacja.
- Dzień dobry państwu, znajdujemy się przed sklepem monopolowym na osiedlu “Promyk”. Policja wciąż bada miejsce napadu i spisuje szkody. Obok mnie stoi właściciel sklepu, pan Stanisław. Panie Stanisławie jak doszło właściwie do napadu na pański sklep?
- Proszę panią…
- Proszę bardziej do kamery, panie Stasiu - wtrąciła się dziennikarka.
- Przepraszam. A więc to było tak: W związku z pogorszeniem się warunków ekonomicznych w Polsce i podniesieniem podatków, jakie miało miejsce na przestrzeni ostatniego roku, zmuszony byłem brakiem dostatecznych środków finansowych zwiększyć godziny pracy i przenieść się na tryb dwudziestoczterogodzinny.
- Ale proszę do rzeczy.
- Tak, tak. Tak więc zeszłej nocy bardzo się nudziłem, bo klientów było brak. Była mniej więcej czwarta trzydzieści, gdy poczułem silny ucisk na żołądku i niezwłocznie udałem się do toalety w celu - zawahał się Stasio - no wie pani…
- No już bez tych zbędnych kolorowych szczegółów - odpowiedziała Anna Cipior z poirytowaniem.
- Gdy wróciłem z ulgą na ciele na teren sklepu, obraz jaki zobaczyłem jeszcze bardziej mną wstrząsnął niż wcześniejszy nieżyt żołądka. Na podłodze leżał rozrzucony stos butelek po wódce, opróżnione i stłuczone. Zniknął więc cały dział alkoholowy z moich półek i zapasy zza zaplecza. W tym samym momencie zauważyłem wybiegającego już sprawcę całego zdarzenia. Okazał się nim być Ferdynand Kiepski, mieszkaniec tej kamienicy, który całe życie brał u mnie alkohol na zeszyt i jego dotychczasowy dług wynosił dokładnie 239 złotych.
- Proszę pana, widzę w tym całym zajściu jedną nieścisłość. Otóż gdy załatwiał pan swoją, no wie pan, potrzebę, czy nie słyszał pan żadnych odgłosów tłuczonych butelek?
- Droga Pani, niestety nie słyszałem, bo wszystko było zagłuszane przez odgłosy mojej, no wie pani, tej no…
- Panie Stanisławie, dość! - zaprotestowała dziennikarka. - Nie kręć tego! Trzeba to wyciąć… Co? To leci na żywo? Ja p….. - Nastąpił powrót do studia i redaktor kontynuował wiadomości:
- Przepraszamy za usterki, przechodzimy teraz do następnego wydarzenia…
Halinka i Paździochowie siedzieli przed telewizorem wstrząśnięci. Wtem Paździoch przemówił:
- O, nie! Ja tak łatwo tego nie przepuszczę. Osobiście dopilnuje, żeby pan Ferdek został odpowiednio ukarany. - złapał oddech i zwrócił się do Heleny ze zniżonym głosem - chodź Helena, trzeba ogórki zakisić.
No i jest ostatnia część! Teraz będę mógł się wziąć za nowe opowiadania, a parę ciekawych pomysłów mam ^^
Część 3 (ostatnia)
Po jakimś czasie pewnego dnia Boczek i Paździoch przypadkowo spotykają się na korytarzu. Początkowo Boczek nie zauważył Paździocha, gdyż ten opierał się o ścianę, czytając gazetę.
- O witam, panie Marianie. Jak zdrówko? - zapytał uśmiechnięty Boczek.
- Czytałeś pan dzisiejszą poranną prasę? - odpowiedział Paździoch, podając Boczkowi gazetę.
- A, tak - Boczek machnął ręką - Nic ciekawego. Znowu te podwyżki i podwyżki, tylko nie tego co trzeba. A ja zapierdzielam jak dziki wół w tej rzeźni i gówno z tego mam, w dupę węża! Ledwo mi na salcesową starcza.
- Nie pieprz mi pan teraz tutaj o żarciu. W gazecie napisali o panu Ferdku.
- A, rzeczywiście coś było, jakaś wzmianka.
- Jakaś wzmianka?! - oburzył się Paździoch - było o tym na pierwszych stronach gazet! Pan jesteś ślepy, czy co?
- Panie, nie obrażaj pan, dobre? Lepiej pan powiedz, co piszą o panu Ferdku, w mordę jeża.
- Wedle tego artykułu - Paździoch wskazuje na gazetę - pan Ferdek obrabował kolejne sklepy monopolowe, opróżniając z nich całkowicie zapasy wódki. A właściciele sklepów są coraz bardziej przerażeni, pan Ferdek opanowuje Wrocław!
- O ja cież, pierniczę! - odpowiedział zdumiony Boczek - Ile to pan Ferdek se musiał tego alkoholu we siebie wlać. Co jak co, ale pan Ferdek to pić umie.
- Umie, nie umie, to nie jest powód do dumy. A pan, panie Boczku, nie faworyzuj destrukcyjnego nałogu pana Ferdka. - Boczek zaczął chichotać - I to nie jest wcale śmieszne, tylko tragiczne! Żegnam pana - Paździoch wrócił do swojego mieszkania, a Boczek się rozmarzył na myśl o niezliczonych ilościach alkoholu.
Jakiś czas później Halinka przeglądając kanały telewizyjne, natrafiła na wiadomości. Prezenter w telewizji głosił:
- Słynny alkoholowy włamywacz, niejaki Ferdynand K. został aresztowany wczorajszej nocy. Przypomnijmy, że Ferdynand K. od miesiąca terroryzował sklepy monopolowe we Wrocławiu. Do złapania przestępcy doszło w ostatnim sklepie z alkoholami. Właściciel sklepu wziął sobie do serca wcześniejsze ostrzeżenia i odpowiednio się przygotował, stawiając na ladzie butelkę wódki, do której doczepił mini-alarm antywłamaniowy. - Redaktor przełożył papiery na biurku i kontynuował - Mamy najnowsze doniesienia. W tej chwili trwa już sąd nad sprawą Ferdynanda K. Prawdopodobnie sprawca uniknie kary więziennej, gdyż zostanie osadzony we wrocławskim szpitalu psychiatrycznym. Psychiatra sądowy stwierdził, iż pan Ferdynand K. nie był świadom swoich działań, gdyż kierowała nim potrzeba zaspokojenia nałogu alkoholowego, za który odpowiada - jak mówi sam lekarz - polski koncern spirytusowy.
Następnego dnia Marian Paździoch przeciągał z korytarza do swojego domu ciężkie worki ziemniaków. Przystanął na chwilę, by złapać oddech. Z domu Paździochów wyszła na korytarz Helena i krzyknęła:
- No i co się tak guzdrzesz, małpo łysa jedna! Tarmoś te wory i to migiem!
- Helena nie widzisz, że ledwo się trzymam na nogach?
- Gówno mnie to obchodzi, barani łbie. Dla mnie to możesz tutaj zdechnąć pod tym kiblem, tylko te kartofle do mieszkania wtargaj! - Helena wróciła do domu. W tym samym czasie na korytarz wszedł uśmiechnięty i radosny Ferdek z puszką piwa w ręce.
- O, dzień dobry, panie Marianku. Piękny, kurde, dzień mamy, co?
- Jezus Maria! - złapał się za klatkę piersiową Paździoch - co pan tutaj robi? Pan żeś miał gnić u tych czubków!
- A, o to się panu rozchodzi - odpowiedział Ferdek - No, cóż… Doktor stwierdził, że odstawienie wódki w moim przypadku jest śmiertelne i zalecił mi do końca życia spożywanie alkoholu, i został żem, kurde, wypisany ze szpitala. Ghie, hie, hie, hie - roześmiał się.
- To niemożliwe - odkrzyknął Paździoch - Helena! Chyba mam zawał!
***
- No i to jest, kurde, w sumie cała historia, Cycu - Ferdek opowiedział Waldkowi swoją przygodę. Siedzieli razem na fotelach przed telewizorem. Ferdek popijał radośnie piwo.
- Tatuś, ale to znaczy, że ty-tyś miał takiego plana od samiuteńkiego początku? - spytał Waldek.
- No jak nie, jak tak, kurde.
- No to ja ci muszę powiedzieć, że ty to masz bańkę do tych pomysłów. Ja to bym se tak raczej na takiego plana to nie wpadnął.
- No bo, Walduś, trzeba mieć tu - Ferdek wskazał na swoje czoło, a potem na biceps - a nie tu.
- He, he, he! - zaśmiał się gromkim śmiechem Walduś, a potem gdy opanował emocje, zapytał - Ale powiedz ty mnie taką jedną rzecz, Tatuś.
- No?
- Jak ty żeś se tak chodził po tych sklepach monolololowych i se te wódkie tak pił, to ile żeś w sumie tego razem wypił?
- Ja wiem, Walduś? - odpowiedział Ferdek - to tak mniej więcej będzie, no… no z dziesięć tysięcy litrów to co najmniej. Ghie, hie hie!
Ostatnio zmieniony przez bonaparte_91 2011-07-05, 22:10, w całości zmieniany 1 raz
Również mi sie bardzo spodobało (przeczytałem od razu całosc) i naprawde były momenty, ze usmiech pojawial sie na twarzy (wiadomo, ze gra aktorska spotegowalaby to odczucie). Czekam na kolejne prace
"Nic ciekawego. Znowu te podwyżki i podwyżki, tylko nie tego co trzeba. A ja zapierdzielam jak dziki wół w tej rzeźni i gówno z tego mam, w dupę węża! Ledwo mi na salcesową starcza." Jak to czytałem drugi raz to wyobraził mi się Boczek mówiący to. Jak to zrobiłeś ? Tak świetnie wczuwasz się w role aktorów że nie pozostało mi nic napisać tylko to, że czekam na następne opowiadania.
_________________ Raz dobrobyt, a raz gnój, a ja na to kładę c**j
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach