część 1-sza (wkrótce dalsze)
-Ferdek?
Głos Haliny zbudził Ferdka z poobiedniej drzemki w fotelu.
-Co, Halińcia? - zapytał zaspany.
-A chciałam cię zapytać - spytała Halina, patrząc nerwowo na męża - gdzie my w tym roku pojedziemy na wakacje?
-No jak to gdzie? Tam gdzie zwykle, se pojedziemy do wujka Władka na wieś, tradycyjnie po polsku. A - spojrzał podejrzliwie na żonę - czemu ty się mie o to tera pytasz, co? Jak kwiecien dopiero jest? Halinka, ty chyba nie masz zamiaru znowu rezerwować wczasów za granicą czy na innym Abażurowym Wybrzeżu?
-Nie - odpowiedziała niepewnie Halina - tylko zastanawiałam się w jaki sposób się dostaniemy tam na wieś?
-No jak to jak - odparł zdziwiony Ferdek. - Tak jak zwykle pociągiem se pojedziemy, elegancko, jak porządne turysty.
-Właśnie do tego zmierzam. Fedynand. Ja podjęłam decyzję. Jeździmy od 15 lat do wujka Władka tym pociągiem jak dziady jakieś, z tobołami. Wysiadamy na tym peroniku w szczerym polu i wyglądamy jak ofiary jakieś, jakbyśmy z innej wioski przyjechali. Ferdek - ciągnęła, mimo badawczego wzroku męża. -Może ty nie zauważyłeś, ale my w mieście mieszkamy. Jesteśmy Europejczykami, cywilizowanymi ludźmi. Pora się wreszcie po europejsku zaprezentować u wujka Władka. Do tego kolej ostatnio kuleje: ciągle te strajki, opóżnienia, jednym słowem brud, smród i alkoholicy.
-Halina, o co ci się, kurde, rozchodzi? - zapytał Ferdek, przeczuwając coś złego.
-A o to, że w tym roku pojedziemy do wujka Władka samochodem. Już widzę jak im wszystkim kopary opadną. Jak cię zobaczą w roli kierowcy, to zaczną cię wreszcie szanować.
-Tam to mnie akurat szanują, w przeciwieństwie do własnej, osobistej rodziny. A poza tym, Halina, przecież ani ja ani ty nie mamy prawo jazdy?
-Ferdek, nie mamy. Ale ty będziesz mieć. Niespodzianka! Zapisałam cię na kurs - wykrzyknęła żona.
-Jaki kurs? - zapytał poruszony Ferdek.
-No, prawa jazdy.
-Halina, ja się nie zgadzam. I nie toreruję, zeby moja ślubna mie za moimi plecami gdziekolwiek zapisywała. Nie będę chodził na żadne kursa.
-Ale Ferdek, dlaczego? - zapytała zdziwiona. -Przecież każdy teraz ma prawo jazdy. A już zwłaszcza mężczyzna. Wstyd, żeby taki stary koń jak ty nie miał samochodu. A poza tym ruszysz się trochę sprzed tego telewizora. Jeszcze trochę i ci trzeba będzie korzenie wyrywać.
-Jakiego samochodu, Halina? - zapytał Ferdek. -Nas, przy moich zarobkach, nie stać na auto. Samochód to jest luksus. Gdzie my proste ludzie i samochód?
-Nie przesadzaj, Ferdek, samochody są teraz tanie jak barszcz. Ja niedługo dostaję wysługę lat w szpitalu. Kupimy sobie jakieś małe pikaczento i jadziem. Ach, już to sobie wyobrażam, szeroka droga, wiatr we włosach...-rzekła marzycielsko.
-Halina, ja nie wiem czy ty se zdajesz z tego sprawozdanie, ale auto to jest jak człowiek - jak chcesz, żeby gadało, to trzeba w nie nalać - odparł Ferdek. - A ty wiesz jaka benzyna jest droga? Na giełdach światowych secesja, ten szwedzki frank bije rekordy. Za baryłkę ropy naftowej, naszego surowca narodowego, to się już płaci wielkie piniądze. Co tam piniądze, dolary! A będzie jeszcze gorzej, Halina, każden makrel ci to powie.
-No to kupimy auto na gaz. - odpowiedziała Halina.
-Jaki gaz? !Auta na gaz to wybuchają.
-Ferdek, co ty za pierdoły opowiadasz?
-Jakie pierdoły, ja żem to na własne uszy w gazecie przeczytał. W Kurzeszynie się ostatno PKS spałił.
-Na gaz?
-Nie, na popiół... Zresztą, nie ma mowy! Nie idę na żadne prawo jazdy! - oznajmił Ferdek.
-Ferdynand - odparła zimno Halina. -Ja już wpłaciłam zaliczkę. Albo ty idziesz na kurs, albo spotykamy się wiesz gdzie...u adwokata!
-Ale... - bąknął Ferdek.
-Żadne "ale"! Jutro, punkt dwunasta, masz pierwsze zajęcia. Szkoła jazdy "U Żuczka".
-Co? -wykrzyknął Ferdek. "U Żuczka"? Po moim trupie!
-A co masz do niego? Bardzo dobra szkoła, dużą zdawalność mają. Nawet taki antytalent motoryzacyjny. jak ty się czegoś nauczy.
-To jest szuja, menda komunistyczna i aparatczyk - krzyczał z pasją Ferdek. -Teczka u niego w pIPeeNie to je taka gruba jak d*&a od Boczka. Kiedyś ta menda donosiła władzy ludowej, a teraz on wielki biznesmen... Instruktor zasrany!
- Ferdek.Ja powiedziałam raz i zdania nie zmienię. Jutro "U Żuczka".
Ferdek widząc, że dalsza dyskusja nie zaprowadzi donikąd, wsunął laczki i udał się w kierunku publicznej-prywatnej toalety. Tam natknął się na sąsiada, Mariana Paździocha, opuszczającego właśnie ten zacny przybytek, będący dobrem wspólnym mieszkańców piętra.
Ferdek?
Głos Haliny zbudził Ferdka z poobiedniej drzemki w fotelu.
-Co, Halińcia? - zapytał zaspany.
-A chciałam cię zapytać - spytała Halina, patrząc nerwowo na męża - gdzie my w tym roku pojedziemy na wakacje?
-No jak to gdzie? Tam gdzie zwykle, se pojedziemy do wujka Władka na wieś, tradycyjnie po polsku. A - spojrzał podejrzliwie na żonę - czemu ty się mie o to tera pytasz, co? Jak kwiecien dopiero jest? Halinka, ty chyba nie masz zamiaru znowu rezerwować wczasów za granicą czy na innym Abażurowym Wybrzeżu?
-
Ogólnie fajnie się zapowiada ale zacytowana częśc, już dokładnie była w serialu. Jakoś inaczej można by zacząc.
Czekam na ciąg dalszy
_________________
Ostatnio zmieniony przez Dan-TuTenCham 2011-10-08, 18:16, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach