Oto moje kolejne opowiadanie. Tak jak poprzednie, będzie się składało z trzech części. Zapraszam wszystkich do czytania.
"Dziki Lokator"
Część 1.
Zimowa, mroźna noc we Wrocławiu. Jeden z mieszkańców kamienicy przy ulicy Ćwiartki, zgłodniał. Postanowił, że przejdzie się do piwnicznej śpiżarki. Miał tam bowiem, schowany na czarną godzinę, słoik kapuśniaku na świńskim ryju. Był to oczywiście nikt inny jak Arnold Boczek, największy żarłok na całym osiedlu. Zeszedł po schodach do piwnicy, otworzył szafkę i już miał wyciągać słój z kapuśniakiem gdy nagle usłyszał jakiś dziwny łomot.
- W morde jeża! - powiedział.- Kto tam tak się tłucze po nocy! Pójdę to sprawdzić.
Jak powiedział tak zrobił. Obrócił się na pięcie i zaczął kierować się za źródłem dźwięku.
- Halo! - krzyczał. - Kto tu jest? Panie Ferdku! To pan? Panie Paździoch?
Boczek wołał, jednak bez skutecznie.
- E, pewnie to jakiś kocór albo inne źwierze! - powiedział. - Ide se z tąd, bo tu normalnie jakimś gównem jedzie.
Jak powiedział tak zrobił. Zabrał słoik kapuśniaku i udał się na górę.
Poranek, kolejny dzień. Ferdynand Kiepski, jak zwykle o tej porze, udał się do publicznej, prywatnej, toalety w celu wypróżnienia. Po drodze spotkał Arnolda Boczka.
- AAAA, Dzień dobry panie Ferdku, jak tam zdrówko?- powiedział jękliwym głosem Boczek.
- A, wie pan, pomalutku. Ale co pan tak jakoś dziwnie jęczysz co?
- A, bo zachciało mnie się wczoraj w nocy jeść, to zeszłem do piwnicy po kapuśniak i nażarłem się jak świnia. A tera coś mnie tak kręci w brzuchu, chyba se bede miał tą, obstrukcje bolesną.
-Widzisz pan, nie cza było tyle żreć po nocy to by pana nie kręciło.
- Panie, co ja poradzę, to silniejsze ode mnie jest. A swoją drogą to coś wczoraj dziwnego się we piwnicy działo.
- Niby co?
- Ja to se tam niewiem, ale jakieś stuki, łomot straszny i tak dziwnie śmierdziało.
- Panie Boczku, co pan tutaj za pierdoły pociskasz - odrzekł z niedowierzaniem Ferdek. - Jakie stuki? Jakie łomoty? Znowu się panu coś w tej durnej głowce uroiło.
- Panie, nie obrażaj pan, dobre? Nic mi się nie uroiło, widziałem jak bonie dydy normalnie! Pewnie to jakiś kocór dziki był, albo inne dzikie źwierze! Przyjdzie do pana w nocy i pana zezere!
- Panie, skończ pan tu te swoje p*&$#@lamento o d*&ie maryni. Coś się panu przywidziało i tyle. Przepraszam bardzo ale siku mi się chce. - To mówiąc, Ferdek udał się do toalety.
- A ja panu mówię, że to normalne źwierze dzikie było! - ciągnął dalej Boczek.
- Panie idź pan stąd! - krzyknął lekko podenerwowany Ferdek.
- Ale panie Ferdku, a jak to źwierze sie w kiblu schowało! Radze panu, pan lepiej uważaj, bo panu gienitalia urwie!
- Panie idź pan stąd!
- Ale nie siadaj pan chociaż na sedes!
Ferdek nie wytrzymał już nachalnosci sąsiada. Wyszedł z kibla i postanowił go pogonić.
- Wypierdzielać mie stąd! Paszoł won! Grubasie jeden!
- A pewnie, że se pójdę! I moja noga to tu aż do samej śmierci nie powstanie!
Chwilę później. Ferdek postanowił obejrzeć wiadomości i napić się piwka. Już miał otwierać puszkę Mocnego Fulla gdy nagle do pokoju weszła Halinka.
- O! Halincia - odrzekł uradowany Ferdek. - Co dzisiaj bedzie na obiadek?
- A, kotlet schabowy i kartofle. - odparła Halinka.
- O to bardzo fajnie.
- No niewiem czy tak fajnie. Jeszcze nie ma południa a ty już z piwskiem w ręku. Do pośredniaka byś poszedł, o robotę zapytał, a nie cały dzień leżysz do góry odwłokiem.
Ferdek nie spodziewał się takiego najazdu ze strony żony. Postanowił że błyskawicznie zmieni temat, byle nie rozmawiać o pośredniaku.
- Ty wiesz, że ten nasz sąsiad to już zdebilał do reszty? - zapytał.
- Jaki sąsiad?
- No ten rzeżnik, Boczek Arnold.
- Boczek? - zapytała zdziwiona Halinka. - A co on takiego zrobił?
- Dzisiaj normalnie pierdzielił mi pod kiblem, że coś tam w nocy w piwnicy łomotało i że jakieś dzikie zwierze go chciało zeżreć.
- Ale Ferdek! W piwnicy faktycznie dzieja się jakieś dziwne rzeczy.
- Ty też? Halinka, jakie dziwne rzeczy, co tam sie niby może we piwnicy dziać?
- Wiesz, ja niewiem, ale jak byłam tam przed chwilą po kartofle to normalnie wszędzie jakieś graty porozpierdzielane a smród taki, że klękajcie narody!
- Co ty nie powiesz! A co to za graty były?
- No niewiem, no jakieś szmaty porozkładane, jakieś butelki po winie, jakieś żelastwo, stara rynna, ogólnie to same śmieci.
- Halinka, to jest podejrzana sprawa! to trzeba jakoś zbadać! - odrzekł stanowczo Ferdek.
- Ale jak chcesz to zrobić?
- Jeszcze nie wiem, ale sie dowiem. - Powiedział i wstał z fotela.
- A gdzie ty idziesz?
- Dowiedzieć się czegoś od Paździocha. Może on coś wie.
Ferdek zaczął pukać do mieszkania Paździochów.
- Panie Paździoch, otwieraj pan! - krzyknął zdenerwowany. Ku jego zdumieniu drzwi otworzyła jednak żona Paździocha, Helena.
- Dzień dobry. Czy pani mąż, za przeproszeniem, Marian Paździoch w domu jest?
- I co pan tak drzesz morde - odburknęła Helena. - Marian jest teraz w kiblu. Tam se pan idź a nie mie tu dupę zawracać! - wrzasnęła, trzaskając drzwiami.
Ferdek postanowił, że zastuka do kibla.
- Panie Paździochu, panie Paździochu - zawołał łagodnym głosem Ferdek.
- Panie czego pan chcesz? - zapytał Paździoch.
- Porozmawiać.
- O czym pan chcesz ze mną rozmawiać?
- Ktoś narobił syfu w piwnicy. Trzeba to wyjaśnić.
Paździoch wyszedł z kibla.
- Mówisz pan syfu?
- No tak, a bo co?
- No, bo ja już od dłuższego czasu zauważyłem, że tam się dzieje coś dziwnego.
- Panie, no ale co?
- Ha! Tego to ja niewiem. Może pójdźmy sie tam rozejrzeć co? - zaproponował Paździoch.
- Dobra myśl.
- No to chodźmy.
Ostatnio zmieniony przez Kazik151 2012-01-16, 20:05, w całości zmieniany 2 razy
Kazik151 [Usunięty]
Wysłany: 2012-01-18, 11:08
Część 2.
Po chwili sąsiedzi byli już w piwnicy. Ich oczom od razu rzuciła się ogromna ilość butelek po winie i szmaty porozkładane na środku podłogi.
- Panie, jak tu śmierdzi! - powiedział Ferdek zatykając nos.
- No, jakby jakieś gówno.
- Panie, co to za butle jakieś są, co to za szmaty!- Krzyczał zdenerwowany Kiepski.
- Chamstwo w państwie! - krzyknął Paździoch.
- Tak, tak, chamstwo w państwie! - zawtórował mu Ferdek.
- Przyjdzie ci taki jeden z drugim, narozwala i zadowolony!
- Jakbym takiego gnoja złapał, jakbym mu do dupy nakopał, to by przez tydzień na niej nie usiadł!
- Tu się z panem zgodzę! Nakopać do dupy i na kolegium dziada! Niech buli!
- Tak, tak, na kolegium! - przytaknął Paździochowi Ferdek.
Nagle sąsiedzi usłyszeli czyjeś kroki.
- Cicho! - powiedział szeptem Paździoch. - Ktoś idzie. Chowajmy się.
Obaj szybko stanęli za szafką śpiżarną. Po chwili ich oczom ukazał się... Badura. Wszedł do pomieszczenia piwnicznego, usiadł na rozłożonej szmacie i wyciagnął z kieszeni butelkę z winem. Już miał zanużyć usta w swoim ulubionym napoju gdy zza szafki wyskoczyli Ferdek z Paździochem.
- Mamy pana, panie Badura! - krzyknął Paździoch. - Co pan tu wyrabiasz co?
- Właśnie! Co pan tu w ogóle robisz? - zapytał Ferdek.
- Ja nic... - odrzekł niepewnie Badura.
- Jak to nic! - wrzasnął oburzony Ferdek. - A kto tu tak nagnoił co? Kto smrodu naniósł? Śmierdzi normalnie tu jak z jakiej murzyńskiej chałupy!
- Proszę natychmiast sprzątnąć ten bardach! - powiedział oburzony Paździoch.
- Ale panowie uspokójcie się - wydusił wystraszony Badura - ja zaraz wszystko panom wyjaśnię!
- Tu nie ma nic do wyjaśniania panie! - krzyknął Paździoch. - Jak pan zaraz nie zabierzesz zstąd tych gratów to ja, jak tu stoję, normalnie lecę na kolegium. To jest potwarz!
- Tak, tak, panie! - potwierdził słowa sąsiada Ferdek. Chamstwo panie, dengrengolada panie, smród, bród i kurde na kolegium dziada, wezmą go za d*&e, bedzie bulił!
- Panie nie szalej pan! - krzyknał jeszcze bardziej wystraszony Badura. Jest interes do zrobienia.
- Jaki interes, oczym pan bredzisz co? - zapytał zdziwiony Paździoch.
- Porządny interes. Ale o tym nie tutaj. Ściany mają uszy. Chodźmy do mnie na złomowisko, to wszystko panom wyjaśnię. Tylko nikomu ani mru mru!
- To co panie Ferdku, idziemy? - zapytał się Kiepskiego Paździoch.
- No chyba idziemy. Ale panie Badura, jak to są jakieś pierdoły, to tak normalnie, formalnie, jaktu stoję, nakopie panu do dupy!
- Panie, karwa kawka, niebój pan żaby. Interes jest pierwsza klasa. Tylko musicie mi panowie zaufać. No to chodźmy.
Wszyscy trzej wyszli z piwnicy. Nie wiedzieli jednak, że całą ich rozmowę podsłuchał Arnold Boczek. Podstępny, żarłoczny, ocieżały umysłowo sąsiad postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się o jaki interes chodzi. Postanowił, że uda się na złomowisko by zbadać całą sytuację.
Bardzo ciekawe opowiadanie , choć w drugiej części prawie przez pól tekstu Ferdek z Paździochem kłócili się z Badurą ........ Czekam na 3 część , ponieważ chciałbym zobaczyć co będzie dalej na złomie ...
_________________
Kazik151 [Usunięty]
Wysłany: 2012-01-24, 11:35
Część 3.
Trójka naszych bohaterów juz znajdowała sie u Badury na złomie. Nie wiedzieli jednak, że są obserwowani. W krzakach czaił się bowiem podstępny grubas, Boczek Arnold.
- To co to panie za interes? - zapytał Badurę Paździoch.
- Czekaj pan, pomału, zara wszystkiego się pan dowiesz - odparł Badura i podszedł do wielkiej płachty.
- Widzi pan tą płachtę? - zapytał Paździocha.
- No widzę, no i co z tego?
- A wie pan co pod nią jest?
- No nie wiem.
- Ale panie, do rzeczy! - krzynął już lekko podenerwowany Ferdek.
- Spokojnie bez nerw - powiedział Badura i odkrył płachtę. - Patrzcie panowie i podziwiajcie.
- No i co to za gówno - odparł Paździoch.
- Panie, to nie jest żadne gówno, to normalne są sadzonki panie, tej marychuany indyjskiej.
- No i co z tego? - zapytał Ferdek. - Przecie to jakieś śmierdzące badyle są! Panie Paździochu chodźmy z tąd, bo przecie tu nie ma w ogóle z kim gadać...
- Panie Ferdku czekaj pan - zatrzymał Ferdka Badura. - Pan jeszcze, żeś nie załapał o co w tym chodzi?
- No nie a bo co?
- Jak to co! Przecież normalnie jak roślinki dojrzeją to sie je sprzeda i kasiora będzie! Przecież to drogocenne zioło jest!
- A, pierdoły pan tu jakieś pociskasz. Ide se stąd kurde...
- Zaczekaj pan - zatrzymał sąsiada Paździoch. - To nie są żadne brednie.
- Nie?
- No nie. To faktycznie jest czysta marychuana. Pan wiesz ile na tym można zrobić kasy?
- No ale po co komu takie gówno?
- Panie Ferdku jakie gówno! - odparł Badura. To normalnie sie bierze, skręty się robi i się pali.
- A czyli to papierosy się z tego robi? - zapytał Ferdek.
- Ale, to nie jest zwykły papieros. Zresztą ja mam tu takiego jednego skręta zrobionego to mogę panu dać na spróbónek.
- No mogę se spróbować - powiedział Ferdek, wział skręta od Badury, wyciągnął zapalniczkę i już po chwili się zaciągnął.
- Rzeczywiście jakiś dziwny smak - odparł Ferdek.
- Pokaż pan to - powiedział Paździoch i zabrał Ferdkowi skręta, zaciągając się. - Mmmmm, towar pierwsza klasa - odrzekł.
- No jak nie jak tak - powiedział zadowolony Badura. - Tylko jest jeden problem.
- Jaki?
- No, bo jak ja to zasadziłem, to teraz tu nie ma miejsca i ja nie mam gdzie mieszkać.
- No to faktycznie, to jest problem - powiedział Paździoch.
- I ja se tak właśnie wymyśliłem, czy ja bym nie mógł w waszej piwnicy pomieszkać...
- Chmm, niech pomyśle - powiedział Paździoch. - Co pan o tym sądzisz, Panie Ferdku?
- No cóż, jak podzieli się z nami zyskami z tej trawki to myślę, że może sobie trochi pomieszkać...
Tymczasem Boczek, który siedział w krzakach i obserwował całą sytuację, nie wierzył własnym oczom. Postanowił, że to odpowiedni moment by wyskoczyć ze swojej kryjówki...
- A mie to w morde jeża o zdanie nikt nie pyta! - krzyknął. Gówno, d*&a nie bedzie Badura mieszkał w piwnicy, po moim trupie!
- Panie, jakim prawem pan nas szpiegujesz co? - zapytał oburzony Ferdek.
- Bo to panie nielegalne jest taka chodowla i normalnie w tej chwili ja lece na milicje i pana zamkną do pierdla panie!
- Panie nie szalej pan! - odrzekł Badura. - Dogadajmy się.
- Chcę 25% z zysków albo podam was na policję!
- Panie w d*&ie sie panu poprzewracało! - krzyknął oburzony Ferdek. Wypierdzielaj pan stąd!
- A pan to nie cwaniakuj pane, bo ja wszystko powiem pani Halince, że pan tu se trawkie jarasz panie! I normalnie pana z domu wypierdzieli! Hehehe!
- Dobra dobra, zgadzam się na te 25% - powiedział Badura. - Tylko się pan uspokój. To jak stoi?
- Stoi. - powiedział Boczek i uścisnął dłoń Badurze.
- No to co zapalimy se jeszcze trawkę? - zapytał Ferdek.
- Zapalimy - odrzekł Badura i wyciągnął z kieszeni całą garść skrętów.
Mimo wszystko będzie jeszcze jedna część
Ostatnio zmieniony przez Kazik151 2012-01-24, 11:39, w całości zmieniany 3 razy
Spokojnie, niech ją dopracuje jak tylko może, ponieważ opowiadanie ma duży potencjał
_________________
Kazik151 [Usunięty]
Wysłany: 2012-02-01, 14:10
Ostatnio nie mam zbyt dużo czasu (obowiązki szkolne), dlatego z tym opowiadaniem będziecie musieli trochi poczekać. Tak myślę, że do soboty powinienem się wyrobić.
Ostatnio zmieniony przez Kazik151 2012-02-01, 14:16, w całości zmieniany 1 raz
Tak jak zapowiadałem jest i czwarta ostatnia część.
Część 4.
Naćpani Ferdek, Paździoch i Boczek wracają do kamienicy. Jak to po trawce, człowiek czuje się wesoło i bezproblemowo. Tak samo czuła się trójka naszych bohaterów.
- Panie Ferdku kochanieńki! - krzyknął Paździoch.
- Słucham cię Maniuś, mordo ty moja! - odpowiedział Ferdek.
- Normalnie, ty widzisz Ferdek, motyle se tam latają!
- Panie Piździochu, co pan tu pierniczysz, widziałeś pan kiedyś motyla w zimie! - zawołał Boczek. - Kuźwa, w d*&ie od jarania ci sie posrało.
- Właśnie Maniuś, koło dupy ci latają chyba... - wybełkotał Ferdek. - Ide se do domu, bo normalnie Halincia na mnie czeka...
- Uważaj pan, panie Ferdku, bo pana żona na zbity ryj z domu wywali, jak sie dowie, że pan tu trawkie jarasz...
- Milcz grubasie wstrętny, ochydny, durnowaty na umyśle, pornograficzny! W ogóle wypierdzielać ode mnie, ja sobie nie życze żebyś mie pan tu przebywał w mojej obecności!
-Pan żeś mie tu obraził w tej chwili! - powiedział Boczek. - Normalnie pan od trawki najarany w trzy dupy i w ogóle pan jest d*&a wąsata naćpana!
- Wypierdzielać mie stąd!
- Panowie nie kłóćcie się - wydusił Paździoch. - Zobaczcie sobie jak tam motylki pięknie latają...
- Koło dupy ci latają Maniek...
Sąsiedzi, będąc pod wpływem narkotyków, nie zauważyli nawet kiedy doszli do kamienicy. Z ledwością wgramolili się po schodach i weszli na korytarz.
- O jesteśmy pod kiblem! - zawołał Boczek.
- Brawo panie Boczek, odkryłeś pan Amerykie - powiedział Paździoch.
- Ta niczym Kulomb - wybełkotał Ferdek.
- Skoro już tu jesteśmy - ciągnął dalej Boczek - to ja se ide siku zrobić.
- No a ja se ide do mojej żonki Helenki! - zawołał Paździoch i udał się do swojego mieszkania.
- Helenko wróciłem! - krzyknął.
- Marian! Gdzie ty się szlajasz durniu łysy!
- Byłem na złomie, najarać się trawki.
- Ja ci dam trawki ty baranie jeden! Won mie z chałupy i to w podskokach! Łysa d*&a naćpana!
- Ale Helenko...
- Paszoł won! - krzyknęła Helena i wywalił Mariana z domu.
- HEHe, ale jajca - zaśmiał się Boczek.
Ide do domu, bo tam żona na mnie czeka - powiedział Ferdek.
- A ja se ide do siebie na górę - powiedział Boczek. - Czeka na mnie 5kg kapusty na świńskim ryju. Hahahaa.
Sąsiedzi udali się do siebie a Paździoch nadal leżał pod swoim mieszkaniem i bełkotał coś pod nosem.
- Najarałem sie trawki u Badury,
Zara bede kwiczał z grubej rury,
Motylki sobie tu latają,
"Dajcie gorzały" wołają,
A ja nie mam żadnej gorzały,
Boczek z Ferdkiem ją wychlały!
Tymczasem Ferdek był już u siebie w mieszkaniu. Halinka siedziała na fotelu przed telewizorem i oglądała "Fakty". Nawet nie podejrzewała w jakim stanie ujrzy za chwilę swojego męża.
- Halinko kochana! - zawołał Ferdek.
- O! Ferdek jesteś - powiedziała Halinka. - Siadaj, właśnie zaczynają się fakty. A co ty tak dziwnie wyglądasz?
- Halincio kochana, żoneczko ty moja - wybełkotał Ferdek.
- Boże! Ty jesteś uchlany jak świnia!
- Nie uchlany tylko najarany!
- Jak to najarany!
- Normalnie Halincia. Chodźmy se normalnie do łóżeczka, bara bara i gitara...
- Gdzie z tymi łapami! Co to ma znaczyć! Czym ty się niby najarałeś!
- Trawką Halincia, trawką, normalnie skręta se zajarałem, chcesz Halincia skręta?
- Won mie z chałupy! Ty jełopie jeden naćpany! Nie chce cię nawet widzieć na oczy!
I tak oto Paździocha i Ferdka żony wywaliły z domów na tak zwany "zbity ryj". Będąc nadal pod wpływem narkotyków sąsiedzi usnęli pod prywatną, publiczną toaletą. Minęło kilka godzin. Boczek nażarł się kapusty na świńskim ryju i przyszedł się wypróżnić.
- Panie Ferdku, panie Paździoch! Halo! - zawołał, lekko szturchając nogą Paździocha.
- Co jest, co się stało - zapytał Paździoch.
- Jajco panie. Wstawaj pan, bo pana okradną!
- Co jest, co się dzieje? - ocknął się Ferdek.
- Jak co, wstajemy panie Ferdku.
- Co jest, co ja tu robię? - zapytał Ferdek.
- Jak to co, panie! Trawkie żeśmy jarali, u Badury, nie pamiętasz pan?
- Coś pamiętam... Ale tak jakoś przez mgłę.... Ale mie dyńka napierdziela.. - jęknął.
- Ja też jakoś słabo pamiętam - powiedział Paździoch. - Dlaczego go my leżymy pod kiblem?
- A bo was żony z chałupy wypierdzieliły!
- Jak to wypierdzieliły! - krzyknął zdziwiony Ferdek.
- Normalnie, na zbity ryj!
- To co my teraz zrobimy? - zapytał Paździoch.
- Jak to co? Zamieszkacie se we piwnicy z Badurą!
Już pochwili wszyscy znaleźli się w piwnicy. Paździoch i Ferdek nie chętnie przystali na propozycję Boczka, ale niestety nie mieli innego wyjścia. Musieli zamieszkać razem z "dzikim lokatorem" Badurą. Na powrót do domu nie mieli co liczyć. Ferdek wprawdzie próbował udobruchać Halinkę ale ta tym razem nie dała sobie wmówić żadnych pierdół. Miała zamiar złożyć pozew o rozwód, u mecenasa Kalwasa, by raz na zawsze pozbyć się go ze swojego życia.
- Panie Badura, ale jak my se tu damy radę? - zapytał Ferdek.
- Jak to jak, panie! Miejsca do spania mamy pod dostatkiem, jedzenia też...
- Jakiego jedzenia? - zapytał Paździoch.
- Normalnego, karwa kawka. Szczury, myszy panie, same karwasz rarytasy.
- Panie, tfu! Ja nie będę szczurów wpieprzał! - powiedział oburzony Paździoch. To nie higieniczne jest.
- Właśnie! - zawtórował sąsiadowi Ferdek.
- Spokojnie, panowie! Jak wam szczurki nie pasują, to macie tu ziemniaczki, we spiżarce są słoiki z kapuśniakiem...
- Ale to Boczka jest...
- A kogo to obchodzi! Panowie, grubas, Bekon jeden, już i tak za gruby jest. Jeszcze mu kapuśniku trzeba! - O! Racja panie Badura, gruby jak beka! - potwierdził Ferdek.
- A jeszcze jedno - powiedział Paździoch. - Co z tą trawką, masz pan już jakiegoś kupca?
- Ależ oczywiście, panie Paździochu! Zioło pięknie się rozwija, a kupców to mam w trzy dupy.
Taka kasiora!
To co panie, zapalimy se jeszcze skręta? - zapytał Ferdek.
- No jak nie, jak tak! Karwasz kawka!
I tak oto w kamienicy z jenego dzikiego lokatora zrobiło się trzech. A morał z tej bajki wychodzi taki: "Nie pal zioła mój przyjacielu. Posrało się życie od tego wielu. Zamiast trawkie sobie jarać, lepiej o robotę się postarać."
KONIEC.
Ostatnio zmieniony przez Kazik151 2012-02-04, 18:49, w całości zmieniany 11 razy
Wiek: 15 Dołączył: 26 Mar 2009 Posty: 771 Skąd: Wlkp.
Wysłany: 2012-02-07, 00:16
Bardzo fajne opowiadanie.
Najarałem sie trawki u Badury,
Zara bede kwiczał z grubej rury,
Motylki sobie tu latają,
"Dajcie gorzały" wołają,
A ja nie mam żadnej gorzały,
Boczek z Ferdkiem ją wychlały!
Liczę, że znajdziesz czas na pisanie kolejnych opowiadań.
Ja kilka pomysłów mam, jednak już zbrzydło mi się pisanie kolejnych opowiadań (leniwy jestem )
Trzymam kciuki za kontynuację. Jeśli miałbyś problemy z pomysłem na odcinek to spróbuję coś wymyślić (mam już 7 pomysłów [niektóre mniej udane, niektóre bardziej]
_________________
Ostatnio zmieniony przez Dawid Kiepski 2012-02-07, 00:19, w całości zmieniany 1 raz
Piszesz opowiadania już prawie jak bonaparte91 (bdb.)
_________________
Kazik151 [Usunięty]
Wysłany: 2012-02-07, 16:44
Dawid Kiepski napisał/a:
Liczę, że znajdziesz czas na pisanie kolejnych opowiadań.
Z czasem to będzie ciężko. Ostatnio mam bardzo dużo nauki.
Dawid Kiepski napisał/a:
Ja kilka pomysłów mam, jednak już zbrzydło mi się pisanie kolejnych opowiadań (leniwy jestem )
Też mam pełno pomysłów, ale jak już pisałem, czasu niewiele. Możesz napisać te swoje pomysły w temacie "Pomysły na nowe odcinki". Poczytam sobie i może na coś się przydadzą .
Ostatnio wracając z uczelni sobie przeczytałem pierwsze dwie częsci i już w domu zaciekawieniem całość. Jedyne co mi sie nie podobało to motylki, które widzieli bohaterowie. Ogólnie bardzo fajnie, dobrze wczuwasz się w poszczególne postaci - od razu sobie wyobrażam jak każdy z nich daną kwestię by ujął . Chociaż na realizacje w tv, nie ma co liczyć, myśle ze narkotyki w kiepskich to dla polsatu to temat niedopuszczalny (chociaż w odc. Impreza Ferdek skorzystał ).
Heh, właśnie jakiś uciążliwy menel, zamieszkał u mnie w klatce, pod piwnicą(nożykiem sobie otwiera kutafon ) Codziennie ma od kogoś z**b, a on tylko do mojej klatki...
Jest zgłoszone do administracji, jak to nic nie da, to pora na policję.
Smród papierochów(i jego osobisty) jest straszny. Wyszedłem na chwilę z mieszkania i przez pół godziny mnie drapało w gardle
Kazik miał talent do pisania opowiadań.
Ale tak jak napisał Pontifex, o wyemitowaniu tego w TV raczej nie byłoby mowy, ze względu na te narkotyki.. To z motylkami było troszkę dziwne, ale mimo to zakończenie i morał były świetne. 10/10
_________________
Ostatnio zmieniony przez Sheina 2012-04-30, 18:50, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach